W drugiej odsłonie Filmowej Przelotki o Stalowym Człowieku, głupocie Adama Sandlera i o tym, że sequele nie zawsze wychodzą na dobre. Lecimy!
Step Up 3D – co tu dużo mówić. Dupy w 3D, nierealnie wyglądające układy, dość przewidywalna historia, ale za to wszystko było dość wciągające. Aż sam się zdziwiłem, że film o tańcu może tak wytańczyć moje uczucia. I plus za układ na ulicy, bo był słodki!
5/10
Dzwoneczek i Uczynne Wróżki – w końcu to Dzwoneczek gra pierwsze skrzypce w filmie. Ta ciekawska wróżka lata sobie po swojej krainie i przypadkowo wpada w pułapkę pewnej dziewczynki (a warto nadmienić, że jest przykazanie, które nie pozwala wróżkom pokazać się ludziom). Inna wróżka chce jej pomóc i robią misję ratunkową. W tym czasie dwa światy się poznają.
Przez pierwsze pół godziny siedziałem w stylu: co ja tu robię? Ale potem dość mi się spodobało. Wzruszający koniec, ale nie tak bardzo, jak na Toy Story 3.
5/10
Toy Story 3 – Chudy i spółka trafiają do przedszkola, bo Andy idzie do college’u (stary chłop, co się będzie lalkami bawił, tam się imprezuje!), a tam nie jest tak różowo, jak się wydaje.
Historia była cudowna! Film oglądałem z wypiekami na twarzy, w końcu czekałem lata na tę kontynuację. To ja jestem tym pokoleniem, które widziało pierwszą część brzdącem rozumiejącym już będąc. A trzecia część na szczęście utrzymała klimat poprzednich dwóch. Są jakieś tam zmiany, ale dość niewidoczne. Znów jest zabawnie, znów wspaniałe.
A na koniec niejedna łza poleciała.
9/10
Iron Man – właściciel potężnej firmy zbrojeniowej, Tony Stark, zostaje porwany i ze sprzętu, który dali mu terroryści tworzy zbroję, dzięki której ucieka. W sensie, kazali mu zbudować coś zupełnie innego, a tu psikus. Wraca, włącza mu się sumienie i postanawia walczyć ze złem.
Muszę przyznać, że to jedna z lepszych adaptacji komiksowych, jakie udało mi się obejrzeć. Szczególnie brawa dla Roberta Downey Jr. za to, jaką dobrą robotę odwalił. I podziwiam animacje interaktywnej sztucznej inteligencji. Naprawdę kawał dobrej roboty.
7/10
Heartbreaker – zawodowy rozbijacz związków dostaje zlecenie na rozbicie kolejnego. Tym razem jest miliarder i jego dziewczyna, znawczyni win. Na zlecenie ma 10 dni. A w dodatku na karku siedzi mu człek, któremu wisi sporo kasy. I w ogóle jest akcja.
Film oglądało mi się naprawdę przyjemnie, aż sam się zdziwiłem. Fabuła nie jest typowa, jak na romansidło. Do tego fajnie poprowadzone postacie. I gra Vanessa Paradis i jej centymetrowa szpara między zębami.
Lecz mimo wszystko, dobra rzecz.
7/10
Projekt dziecko, czyli ojciec potrzebny od zaraz – no, ja nie mogę, dlaczego na to poszedłem. Polska komedia o tym, jak para chce mieć dziecko, a nie może, więc proszą przyjaciół o spermę, bo od obcego nie wezmą. Miało być śmiesznie, a wyszło żałośnie. Nawet młody Koterski nie ratuje sytuacji. A Shrek-Zamachowski gra tak, jakby czytał tekst z promptera. Ogólnie słaaaaaabo.
I ciekawostka. Natknąłem się w Empiku na soundtrack z filmu. Liczył 21 kawałków, ale na filmie słyszałem ciągle jeden i ten sam, tylko w różnych wariacjach. Ja jebię.
2/10
Psy i Koty: Odwet Kitty – sequel starego filmu „Psy i Koty”. Tym razem te wrogie dla siebie gatunki muszą współpracować, bo zła kocica, Kitty, chce wysłać w eter sygnał słyszalny dla psów, który zrobi z ich małych mózgów papkę i ludzie zaczną masowo się ich pozbywać. Film nawet przyjemny, jak się okazało! Były olbrzymie suchary, ale taka jest kinematografia dla młodszych widzów.
I po obejrzeniu filmu ciągle w głowie mi siedzi jedno pytanie: jakim cudem psy i koty potrafiły zbudować takie bajeranckie gadżety i centra dowodzenia swoimi łapami?
6/10
Zejście 2 – sequel tego, że w jaskini straszy. Pierwszej części nie słyszałem, ale nawet nie musiałem, bo i tak wszystkiego dowiedziałem się dość szybko. Film był dość zabawny, trzeba przyznać. W dobie filmów gore i hektolitrów krwi trochę narastającej muzyki i stwory wyglądające jak wielkie płody to za mało, żeby porządnie przestraszyć.
3/10
Grown Ups – dawni przyjaciele, którzy stanowili drużynę koszykarską w jakiejś szkole spotyka się ponownie z powodu śmierci ich dawnego trenera. A jak już się widzą, to postanawiają pobyć ze sobą chwilę. Poznają swoje rodziny, dzieci i robią masę głupot. Wiele się nie spodziewałem po filmie, gdzie producentem, scenarzystą i głównym aktorem był Adam Sandler. I nie zdziwiłem się, bo film to same klasyczne wpadki. Co chwilę upadają, uderzają w drzewa, machają jajami i robią różne inne, dziwne rzeczy. Ale, o dziwo, film dobrze się ogląda i mnie takie głupoty dość bawiły.
6+1(od mojego kolegi, bo się uparł)/10
Return of Captain Invincible – film Philippe’a Mora z roku 1983, który w skrócie jest musicalem o upadłym superbohaterze, który wraca do pełni chwały, bo musi zwalczyć swojego największego wroga. To było cudowne 100 minut, na których szczerze się uśmiałem. Poza tym pomysł, by z takiego filmu utworzyć musical, był naprawdę błyskotliwy. Salwy śmiechu gwarantowane! I polecam szczerze!
8,5/10