Kim Nowak – czyli nowy projekt Fisza i Emade wprawił polski rynek w niemałe zakłopotanie. Bo wcześniej mamy takie Tworzywo Sztuczne, Fisze, Fisze i Emade i wszystkie brzmiały w podobny, około hip-hopowy sposób, a tu niespodzianka. Mieli najpierw przygodę z ojcem w postaci Waglewski Fisz Emade, a teraz powstaje Kim Nowak. I jak wszystkie polskie serwisy recenzenckie rzeknę „olaboga, zmienili styl”. Przyodziali się na alternatywnie, zarzucili na ramiona gitary, w rączki wzięli pałki i zaczęli grać z iście rockowym zacięciem.
W gruncie rzeczy to album dość dobry, bo przyjemny do słuchania.
Pełen rześkiej energii, ciekawych, punkowych riffów. Jestem wielkim fanem
stylu grania Emade, a po tym albumie lubię go jeszcze bardziej. Jest gęsto, jest mocno.
I pasuje do reszty, a to jest ważne, chyba.Nie jest to może muzyka szczególnie wymagająca
od słuchacza, jak inne projekty braci Waglewskich, choć i tutaj dość ważną rolę odgrywają
teksty wciąż opowiadane, a właściwie melorecytowane przez Fisza, jak np."
"Gdy się nie wysypiam, mam szczurzą twarz niebo jest czarne, nie ma na nim gwiazd w poduszkach chowam chmury zamiast piór kina i apteki wpadają mi do ust
ze singlowego „Szczura” wzięte.
Z drugiej strony muzyka. Niby bez innowacji, niby te utwory jakoś podobne do siebie. Ale jest moc i energia. Głośne, przesterowane, jazgoczące gitary, ciekawe beaty perkusyjne. Jest w tym pewna surowość, jakiej brakuje obecnie na naszym ugrzecznionym rynku. Takiego kopnięcia dawno nie słyszałem. Takiej miłej bezpretensjonalności. Waglewscy grzebią w klasyce blues-rocka („Szczur”) , czerpią ze stylistyki typu „dziki Zachód” („Nóż”), czy lecą w rejony około-Pogodno („Dres”), przez co nie jest wcale tak na jedno kopyto. Wrażenie monotonności może jedynie dawać ten sam głos Fisza, ale cóż, kto go zna, powinien się przyzwyczaić.
Reasumując: jest głośno, intensywnie, ale tak miało być. W końcu to surowy, prosty rock n’ roll, który jest miłą odmianą dla tego, co obecnie się wokół nas dzieje. Kim Nowak to nie jest z pewnością wielkie arcydzieło i do kanonu rocka nie przejdzie, ale w głowie na chwilę zostaje ten przyjemny jazgot.
P.S. Aż szkoda, że nie wybrałem się dzisiaj na ich koncert z serii „Męskie Granie”. Ale jak nie ma już biletów…
P.S. Aż szkoda, że nie wybrałem się dzisiaj na ich koncert z serii „Męskie Granie”. Ale jak nie ma już biletów…
Jest moc - dokładnie! Całkowicie się zgadzam z recenzją.
OdpowiedzUsuńCo do Męskiego dali świetny popis - w październiku grają w Bezsenności, mam nadzieję że się spotkamy!
Kolejny koncert na jesiennej mapie, dobrze. ;)
OdpowiedzUsuń54 yr old Database Administrator III Garwood O'Hannigan, hailing from Sainte-Genevieve enjoys watching movies like Sukiyaki Western Django and Lapidary. Took a trip to Historic Centre of Salvador de Bahia and drives a Delahaye 135 Competition Court Torpedo Roadster. przeglad strony
OdpowiedzUsuń