
Ten intrygujący twórca amerykański jest ciekawym przykładem na to, jak muzyka elektroniczna potrafi być inteligentną formą rozrywki i dobrą alternatywą dla klasycznej, dance-popowej komercyjności. I robi to we wspaniały, wciągający sposób.
W jego muzyce można odnaleźć szerokie wpływy najróżniejszych stylów. Mamy tutaj ogrom eksperymentów, jak np. otwierający album „Clock Catcher”, który brzmi, jak wyjęty z jakiegoś albumu typu idm. Do tego wiele nawiązań do muzyki jazzowej, którą jest zafascynowany, a efekty tego możemy usłyszeć na takich utworach, jak „Mmmhmm” czy „German Haircut”. Warto też nadmienić, że Lotus pochodzi z jazzowej rodziny (jest siostrzeńcem Alice Coltraine, żony sławnego Johna Coltraine), więc mam wrażenie, że to było duże podłoże dla rozwoju jego twórczości.
Strasznie w jego muzyce zaimponował mi fakt, że nie boi się korzystać z żywych instrumentów, które nieraz rozciąga do granic rzeczywistości, często zahaczając o rejony kosmicznej awangardy i psycho-jazzu, który jednak przyciąga do siebie, a nie odstrasza swoim pozornym chaosem. Znajdziemy więc tutaj różnorakie trąbki, harfy, smyczki i saksofony (do współpracy zaprosił np. Raviego Coltraine, syna sławnych jazzmanów, a zarazem kuzyn Flying Lotusa), on sam zasiada za swoim laptopem i czuwa nad całością za pomocą przeróżnych programowanych beatów i efektów.
Małym smaczkiem na albumie jest też kilka utworów powstałych w wyniku współpracy między wykonawcami, gdzie pośród nich wybija się na pierwszy plan „…And The World Laughs With You” z gościnnym udziałem bożyszcze muzyki alternatywnej, Thoma Yorke, która swoją hipnotyzującą linią basu i sporą dozą elektronicznych wstawek sprawia, że jest to jedna z najmocniejszych pozycji na płycie, która wciąga do szaleńczego tańca w transie.
Flying Lotus zna się na rzeczy. Swoją trzecią płytą udowodnił, że inteligentna muzyka elektroniczna ma się na naprawdę wysokim poziomie. Pełna eksperymentów, wysublimowanych smaczków, z dużą dawką kontrolowanego chaosu – wszystko to sprawia, że „Cosmogramma” jest idealną płytą na coraz chłodniejsze wieczory. A więc słuchawki na uszy i odkryjmy razem kosmos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Te, pogadajmy!