niedziela, 15 sierpnia 2010

Bloodsucking Zombies From Outer Space - Return of the Bloodsucking Zombies From Outer Space



Tak się składa, że czuję się w pewnym stopniu wyjątkowy. Jestem jednym z nielicznych fanów austriackiego rockabilly, Bloodsucking Zombies From Outer Space w naszym wspaniałym kraju. I muszę przyznać, dobrze się z tym czuję. Dlatego miłe dla mnie będzie, jeśli po poniższej recenzji ktoś zdecyduje się w ogóle ruszyć zespół o tak idiotycznej nazwie.

„Return of the Bloodsucking Zombies From Outer Space” to czwarty album tego interesującego zespołu. Właściwie to cały ten gatunek jest dość… specyficzny. Tematyka horroru, strachu przewija się bardzo często w mediach, ale muzycznie rockabilly, psychobilly itp. przodują w tego typu motywach. W przypadku Bloodsuckingów sprawa ma się dość podobnie. Ubierają się na postaci ze strasznych filmów, ale takich klasy B. Z krwią z ketchupu, mózgiem na wierzchu i takimi tam, rozumiecie.

Nowy album jest oczywiście utrzymany w tej konwencji. Zespół zdaje się podążać za stylem, jaki sobie wypracowali na ostatnim albumie „Monster Mutant Boogie” (swoją drogą, polecam) i z czystego punka zmierzają w zupełnie inne, bardziej „bujające” terytoria.
Mamy tutaj staro brzmiące gitary, specyficzną perkusję, która opiera się tak naprawdę w największym stopniu w uderzaniu po krawędziach bębnów, aniżeli ich części właściwej, przez co uzyskuje się dość ciekawe brzmienie. I oczywiście nie może zabraknąć kontrabasu, który w takich kapelach godnie zastępuje gitarę basową, przez co nadaje świeżości w stylu rock n’ rolla.
Efekt bywa kuriozalny, ale Bloodsucking Zombies From Outer Space nawet swoją nazwą mówi „stary, nawet my nie traktujemy tego poważnie”.

Ale po samej nazwie nie ocenia się zespołu, bo muzyka broni się sama. Takie „Shock Rock Romance” czy „Tromaville” (nazwa nawiązuje do Tromy – genialnej wytwórni horrorów klasy B, polecam baaaardzo!) obudzi nawet umarlaka, który zaraz zacznie gonić za Tobą w rytm tej szaleńczej muzyki.
Bloodsucking Zombies From Outer Space wykonało kawał dobrej roboty. Płyta jest taka, jaka powinna być. Szybka, skoczna, energiczna, czysty punk n’ roll. Czasem monotonnie i chyba troszkę gorzej od ich poprzednich dokonań, jednak i tak wspaniale się tego słucha.
Werdykt? Zło i mhrok cały rock!

1 komentarz:

  1. Jak wrócimy do szkoły to dam Ci pena i mi koniecznie wrzucisz tę płytkę :)

    OdpowiedzUsuń

Te, pogadajmy!