niedziela, 15 sierpnia 2010

The Drums - The Drums



Na naszym rynku był kiedyś bum na zespoły z „The” i końcówką „s” w nazwie. Ale widocznie jeszcze dogorywa, bo powstają jeszcze takie indie świeżynki. Idealnym przykładem jest amerykański The Drums.
Boże, co mnie podkusiło, żeby ich włączyć?!

Pierwszy punkt indie spełniony: typowa nazwa jest. Drugi punkt: muzyka. Tutaj też sprawa ma się tak, aby w ten nurt się idealnie wpasować. Kompozycje nie powalają na kolana swoją prostotą. Do tego całe to wysilanie się na brzmienie jak beach rock lat 80-tych, trochę mi się to nie podoba. Kiedy słyszę The Drums, przed oczami mam kiczowaty basen, gdzie kobietki w wielkich okularach i wieśniackich strojach kąpielowych tańczą nad taflą wody, a faceci piętrzą się, wypinają, robią salta do tyłu z trampoliny, żeby im zaimponować. I nawet podobałby mi się widok, ale dopiero w momencie, gdyby zmienić stację radiową na "Złote Przeboje" i włączyć prawdziwą muzykę tych lat, a nie marną podróbkę.

Niestety, w przypadku The Drums taki zabieg nie wyszedł. Oczywiście, nie czerpią tylko z beach rocka. Słychać jeszcze wpływy zespołów Editors/Interpol, szczególnie w takich kawałkach, jak „Let’s Go Surfing”, ale główną inspiracją pozostają cudowne lata 80-te. I nie kryją się z tym za bardzo. Nawet na teledyskach bawią się taką kiczowatą oprawą. Jest to jakiś sposób na dotarcie do ludzi i wybicie się, bo to jest coś innego, ale doprawdy, to już trochę za dużo. Jasne, rozumiem. Teraz mamy nawrót w muzyce takich elementów, ale oni wyskoczyli z tamtej epoki, okrasili trochę swoją muzykę lekką dawką elektroniką, postawili na wokalu Gracjana Roztockiego na pogłosie i dają czadu po świecie. I niby jest to inne, bo czegoś takiego obecnie na rynku nie ma, ale co z tego, skoro po prostu jest to słabe?

Reasumując, The Drums to nie jest zespół, który bym polecił na dłuższą metę. Można tego przesłuchać, można potupać, pochlapać się w basenie w rytmie singlowego „Forever And Ever Amen”, ale nic poza tym. Kawałki, jak wchodzą, tak wychodzą, a w głowie pozostaje tylko takie nieprzyjemne echo w stylu „czekaj, gdzieś już to słyszałem”. I jeśli wtedy przypomnisz sobie, że to było właśnie The Drums, gratuluję. Bo ja świeżo po przesłuchaniu nie mogę sobie przypomnieć niczego poza tym irytującym wokalem, który w głowie zostaje na aż za długo.

2 komentarze:

  1. Chociaż się podpisz. I napisz, za co mnie tak nienawidzisz. ;)
    Aż tak kochasz The Drums?

    OdpowiedzUsuń

Te, pogadajmy!