Dość miło zaskoczyła mnie informacja o wydaniu solowego albumu Philipa Selway’a, szerzej znanego jako „perkusista Radiohead”, ewentualnie „człowiek ze stalową twarzą”, a to dlatego, że przez cały poznański koncert Anglików nie widziałem jakiejkolwiek ekspresji mięśni mimicznych (może to dlatego, że stałem w III sektorze, kto wie?), a tu nagle okazuje się, że nie tylko potrafi uderzać w bębny, ewentualnie poużywać tzw. „cytrynki”, ale również śpiewa i całkiem nieźle mu to wychodzi.
Płyta „Familial” prezentuje sobą dość ciekawe brzmienie. Na co dzień perkusista bogów rocka, a nagle przeistacza się w spokojnego songwritera, który zaskakuje swoją delikatnością i muzyczną wrażliwością. Jest akustycznie i przyjemnie dla ucha. Instrumentarium jest tu ograniczone do minimum, a główną potęgą jest gitara akustyczna, czasem tylko przemkną delikatne bębny czy ślady klawiszy.
Zdziwieniem mym także był wokal Selway’a. Zawsze wyobrażałem sobie, że jeśli w ogóle coś powie, to zabrzmi jak Tom Waits i będzie basowo, nisko i niezrozumiale. I w zderzeniu z rzeczywistością pojąłem w mig, w jak wielkim byłem błędzie. Jest zupełnie przeciwnie – wysoki, czasem niemal falsetowy wokal, który przez chwilę nie przechodzi w jakieś niższe rejestry niż baryton. Ale to przynajmniej ładnie się zgrywa z gitarą akustyczną, która swoimi zagrywkami każe nam lekko bujać się to w jedną, to w drugą stronę.
Pomimo tego, jak bardzo płyty dobrze się słucha, to ciągle wyłapywałem lekkie niuanse pt. „Radiohead”. Domyślam się, że to wynika po prostu z faktu, że gra się w tym zespole dobre 20 lat i przesiąka się tą muzyką. Nie są to wielkie narzucenia, ale czasem ma się wrażenie, że gdzieś już słyszało się taki styl gitary („By Some Miracle”), taką perkusję („A Simple Life”). Poza tym jest zupełnie w porządku.
Nie jest to album wspaniały, bardzo dobry też nie. Można posłuchać, by zobaczyć, co takiego ciekawego zmajstrował Selway. Nie są to balladki, które posiedzą dłużej w głowie, ale można ich posłuchać i się przekonać, że zawsze mogło być gorzej. Sporo utartych schematów, kilka miłych pomysłów, jak „Beyond Reason” i „The Ties That Bind Us”, akustyczna, spokojna otoczka, wszystko sprawia, że zacząłem patrzyć przynajmniej na Philipa Selwaya, jak na chłopca od pałek, tylko człowieka, który robi coś więcej. To miłe uczucie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Te, pogadajmy!