
Tak w ramach tego, że na dworze jest chłodno i nietajnie, załączyłem na odtwarzacz drugi album „Dżordżów” o wdzięcznej nazwie – „O’Malley’s Bar” z roku 2009.
Album ma w ogóle dość ciekawą historię. Zespół zebrał sobie pieniądze i postanowił wydać je mądrze - nagrać album gdzieś poza granicami kraju, by brzmiał wręcz świetnie. Zjawisko interesujące na skale naszej Polandii .W tym celu ruszyli do odległego Dallas w Teksasie, a tam na nich czekał John Congleton – producent odpowiedzialny za takie projekty, jak Modest Mouse, The Roots czy Erykah Badu. Tam zostali, zarejestrowali materiał i mamy cudo, którego na naszej scenie dawno nie było.
Płyta brzmi dość dojrzale i intrygująco. To już nie jest ten sam zespół, który wydał swój debiut trzy lata wcześniej. To już ludzie bogatsi chociaż trochę o nowe doświadczenia. Po pierwsze słychać o wiele więcej eksperymentów. Już nie jest tak spokojnie, czysto i balladowo. George Dorn Screams co rusza atakuje nas potężnymi uderzeniami w postaci mocnej perkusji i naładowanych pogłosem gitar, które niemal zagłuszają delikatny głos Magdy Powalisz, który mimo tego chaosu zgrabnie unosi się ponad całym instrumentarium.
Utwory na nowym albumie chwytać można na różnych poziomach świadomości. Mamy singlowe „Cul-de-Sac”, który z noise’ową gracją uderza w serce słuchacza (w końcu to singiel i taka jego rola), a potem słyszymy „Hangover Tune”, które rzeczywiście kojarzy się ze skacowanym, smutnym i szarym porankiem po nieudanej imprezie. Wszędzie walają się żywe trupy uczestników domówki, ale Tobie się nie podoba. „Zbierać dupy” – krzyczysz, a oni wybiegają z niewyraźnymi minami na twarzach. Tak silne oddziaływanie ma ten album na człowieka.
George Dorn Screams to niesamowicie ciekawa propozycja dla ludzi, którzy szukają w muzyce tego „czegoś” – nieuchwytnej formy, czegoś wielkiego, niezwykłego. Bydgoszczanie za pomocą swojej drugiej płyty udowodnili, że ciągle mają coś do powiedzenia i nie wypalili się na debiucie. Wręcz przeciwnie – chcą wykrzyczeć znacznie więcej.
P.S. Nie mogę się doczekać, aż w końcu zobaczę ich na żywo. Na to wydarzenie czekam już dwa lata. Za długo. O, drogi Absolucie - ześlij mi ich do tej dziury zwanej Wrocławiem! Kropka. W sumie wykrzyknik… ech, nieważne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Te, pogadajmy!