poniedziałek, 25 marca 2013

Serialówka-przegubówka #3 (18-24.03)


Zeszły tydzień obfitował w mniej więcej dobre motywy. A do tego jeszcze w następnym tygodniu wraca m.in. Revolution, do tego pojawiają się cholernie ciekawe propozycje jak "Hannibal" czy "DaVinci's Demons". Ale do tematu.

Californication 6x10 - "Blind Faith"
Odcinek, w którym trochę przybliżono relację Hanka z gwiazdą tego sezonu, Faith (grająca ją Maggie Grace odwala dobrą robotę). Panienka ujawnia swoją ultra-katolską przeszłość, a Hank chodzi zajarany jak małe dziecko. Odcinek dawał mi sygnał, że chyba jednak twórcy potrzebowali czegoś do zapchania do pełnego tuzina. Więc jest trochę taki spin-off, ale całkiem przyjemny wizualnie. Niemniej jednak, wolę zobaczyć, jakiż to finał przygotowało Showtime, skoro planują przecież sezon 7.


Family Guy 11x15 - "Turban Cowboy"
Peter Griffin szuka wrażeń, dlatego poznaje w szpitalu kolegę Muzułmanina, który próbuje go przekabacić na islam. Chyba jeden z najlepszych odcinków Family Guy tego sezonu. Cutscenki są nieziemsko mocne (parodia Air Force One czy niezapomniana próba Petera zrobienia tzw."ululation"), wszystko okraszone starym, dobrym, bezczelnym poczuciem humoru MacFarlane'a. Bawiłem się BOMBOWO #lol.

The Walking Dead 3x14 - "Prey"
Wielka walka między więzieniem i Woodbury zbliża się powoli do wielkiego klimaksu. Odcinek mocno skupiony postaci Andrei i jej wewnętrznego rozdarcia. Koniec końców, ma poważne wątpliwości co do Gubernatora i chce uciec do obozu, by ostrzec swoich dawnych towarzyszy broni. Oczywiście nie mogło zabraknąć kilku "zaskakujących" motywów z zombiakami pojawiającymi się w nieodpowiednim czasie i nieodpowiednim miejscu psując niektórym szyki. I postać Miltona zyskała trochę życia, przestał być nudnym skrybą, tylko pokazał pazurki. Dodatkowo ukłon w stronę komiksu, autorzy próbują wkupić się w łaski rozszerzając trochę postać Tyreese'a znanej z papierowego oryginału. Two to go.

How I Met Your Mother 8x19 - "The Fortress"
Po kilkutygodniowej przerwie wypadłem trochę z wprawy rozumienia żartu z HIMYM, ale "The Fortress" można potraktować trochę jak starego kumpla, którego dawno się nie widziało, więc kiwa się głową ze zrozumieniem i poklepuje po plecach w akcie fałszywej solidarności. Suche żarty, brak perspektyw na przyszłość i wielka obawa, że dziewiąty sezon będzie jeszcze większym kaszalotem. Parę gagów niezłych, ale tylko parę.

The Following 1x09 - "Love Hurts"
Spadek oglądalności The Following można potraktować jako zły omen, bo od początku wydawało mi się, że serial powinien zakończyć się na tych piętnastu odcinkach, rozszerzanie historii na kolejne może okazać się wielkim błędem (np. drugi sezon The Killing). Tutaj Ryan Hardy ma już do czynienia z całym kultem, skupieni zostaliśmy obecnie na postaci Amandy - neurotycznej, szalonej kobity ze wspaniałą dziurą między zębami, która korzysta ze świetnych rodzajów broni tylko po to, by pobudzić naszą wyobraźnię. Odcinek sztampowy, nudno poprowadzony, bez specjalnych twistów. Może fakt, że powrócił duet gay/not-gay - Paul i Jacob ożywił atmosferę, ale tylko chwilowo. Niestety.

New Girl 2x19 - "Quick Hardening Caulk"
Kolejny serial powracający po krótkiej przerwie do ramówki. Po epizodzie osiemnastym, który był potężny pod względem absurdalnego żartu, tutaj czuć wyraźnie mały spadek formy. Niemniej jednak Deschanel szalejącą na ekranie ogląda się, jak zawsze, cudownie. Poza tym jej relacja z Nickiem nabrała wreszcie przyzwoitych rumieńców!

Criminal Minds 8x17 - "The Gathering"
Oczywiście twórcy już nie wiedzą, co mają wymyślić, więc zbrodnie stają się coraz bardziej popieprzone do granic możliwości. Ale to przecież zupełnie normalne - ostatnie dwa sezony już takie były. Tym razem chodzi o kolesia, który szpera w internetach i szuka lasek, które mają chyba WSZYSTKIE MOŻLIWE social media i dzielą się swoim życiem bardziej niż hipsterzy z instagramem. Urzeczywistnia ich fantazje, którymi się dzielą i przekręca je na swój psychopatyczny sposób. Chyba próbują przeciągnąć trochę ten sezon, by oddalić na chwilę wątek zbrodniczego copycata, który przez cały sezon przebija się delikatnie. Nie wiem już, czy 9. sezon w ogóle wyląduje przed moimi oczami, jeśli będą robić taką chałę.

Arrow 1x17 - "The Huntress Returns"
Serial po przerwie próbował wrócić w wielkim stylu dorzucając znaną nam już postać Huntress w nowych perypetiach. Niestety, relacja między Olivierem a Heleną były bardzo sztuczne, bardzo miałkie i oglądając ten odcinek ziewałem 8 razy. Liczyłem. Nawet gościnny Steve Aoki niewiele pomógł.

The Americans 1x08 - "Mutually Assured Destruction"
Ciekawy odcinek, w którym mowa o tajemniczym zabójcy KGB, którego nasza para bohaterów musi zatrzymać. Świetne dialogi, dość wartka (jak na serial szpiegowski) akcja. Duży nacisk na podłoże psychologiczne głównych bohaterów - wewnętrzne rozdarcie między ojczyzną a swoimi emocjami, co zapowiada coraz ciekawsze podejście do tematu. W dodatku sekwencja startowa zrobiła na mnie piorunujące. CZOŁÓWECZKA!


Community 4x07 - "Economics of Marine Biology"
Kolejna prawie-że-solówka dziekana Peltona, który próbuje zwabić bogatego dzieciaka do Greendale (z małą pomocą naszych bohaterów). Jak zawsze, absurdalnie, ale mocarnie. Wstawki off-owe świetne, reklama chipsów wyborna. Do tego słynny Jeff Winger, który siedzi z Pierce'm Hawthorne'm w zakładzie fryzjerskim z kieliszkiem brandy? No kurde, coś jest mocno nie tak!


poniedziałek, 18 marca 2013

Serialówka-przegubówka #2 11-17.03

Kolejny tydzień przyniósł kilka całkiem sprawnie nagranych odcinków, w większości przypadków się nie wynudziłem, więc pozostaje się cieszyć. Niedługo wraca część seriali, pozostałe mają w planach przerwy (np. The Office, Big Bang Theory), więc kolejne odcinki dopiero w kwietniu. Ale cóż tym razem stało się w serialach?

Family Guy 11x14 - "Call Girl" 
Lois postanawia iść do pracy i to nie byle jakiej - seks-telefon! W dodatku nieświadomy niczego Peter próbuję panią poderwać! Do tego typowo wisielczy humor MacFarlane'a i mamy zabawę gwarantowaną. Po krótkiej przerwie ten epizod to jakiś szalony powrót do formy. Absurd kipiący na kilometry, który z sezonu na sezon staje coraz mniej związany z rzeczywistością, ale jeszcze trafia w konwencję (inaczej serial poleciałby dawno z anteny).

The Walking Dead 3x13 - "Arrow on the Doorpost" 
Po genialnym epizodzie dwunastym, kolejna odsłona walki na froncie Więzienie / Woodbury zbliża się powoli do klimaksu. Bardzo emocjonujący epizod, w którym znowu postawiono bardziej na aspekt psychologiczny niż zwykłą zombie-siekanę. Nastąpiło spotkanie Ricka i Gubernatora, w którym próbowano ustalić warunki współpracy (oczywiście można było przewidzieć, że nie skończy się to najlepiej). Wojna dwóch postaci niekoniecznie jest wojną dwóch frontów, co było fajnie pokazane w momencie rozmów między zwykłymi "żołnierzami" po obu stronach barykady - czuć było niechęć na zbliżający się konflikt. Powrót do formy, three to go! Finał może być niezwykle ciekawy, szczególnie po promo. 

Californication 6x09 - "Mad Dogs and Englishmen"
Myślałem, że ten serial się już nie wykaraska, ale najnowszy epizod to powrót do formy z dwóch pierwszych sezonów. Dużo postaci gościnnych ubarwiających całe widowisko (np. dawno niewidziany Eddie Nero), Hank docinający jak może, powrót Karen nie jako dodatku, ale jako pełnoprawnej postaci mającej coś do powiedzenia. 

The Following 1x08 - "Welcome Home" 
Po gamechangerze z odcinka poprzedniego fabuła jeszcze bardziej się rozkręca i najprawdopodobniej tak już zostanie do końca sezonu. Przynajmniej czuję, że w momencie, gdy seria miałaby zwolnić, nastąpiłby spory upadek oglądalności. Trybiki działają, Kevin Bacon coraz bardziej czuje się osaczony, a my mamy bekę z tego, co dzieje się na ekranie. 

The Office 9x17 - "The Farm" 
Widać, że serial jest już powoli na wykończeniu, bo twórcy usilnie próbują wcisnąć do wszystkiego mozolne rozwiązania fabuły. Do tego dorzucili trochę materiału ze spin-offa, który miał powstać - The Farm. Skupienie się na dziejach rodziny Dwighta i ich magicznej farmy, o której pieprzył przez ostatnie dziewięć sezonów było naprawdę fajnym pomysłem. Aż szkoda, że NBC wycofała się z tego pomysłu, bo przynajmniej przez ten materiał The Office zyskało świeżość, której brakowało od odejścia Steve'a Carell'a z obsady. 

The Big Bang Theory 6x19 - "The Closet Reconfiguration" 
Odcinek poświęcony głównie Howardowi. Nasz ukochany inżynier-astronauta odnajduje dzięki pomocy Sheldona list od jego ojca, który niegdyś porzucił swoją rodzinę. Trochę sentymentu, parę gagów, ale bez szału. Ckliwy przerywnik, który pewnie niedługo wybuchnie. 


Elementary 1x18 - ""Déjà Vu All Over Again"
Jakoś jaram się tą wersją Sherlocka. Pomimo faktu, że Lucy Liu (lol) gra Watson (LOL), to i tak jakimś cudem ogląda się to miło. Nawet jeśli z Holmesa zrobili ludzkie CSI. Najnowszy odcinek w końcu rozwija postać Watson jako pełnoprawnego detektywa, którym planuje przecież zostać. Powoli się rozkręca, ale czuć burzę w powietrzu! 

Community 4x06 - "Advanced Documentary Filmmaking" 
Pomimo braku Dana Harmona serial radzi sobie wyśmienicie. Kolejny raz odcinek z serii: Dokumenty Abeda, tym razem poświęcony Changnesii - chorobie, na którą cierpi ponoć ulubiony nauczyciel hiszpańskiego, Chang! Jednakże poziom absurdu tego serialu zaczyna już wychodzić uszami. Jest świetny i w ogóle, ale czasami to już po prostu za dużo. To był odcinek, gdzie było tego za dużo. Zdecydowanie. A miało być "six seasons and a movie". 

The Americans 1x07 - "Duty and Honor"
Polski uciekinier chce założyć rząd na emigracji i przyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Tu nasza cudowna parka sowieckich szpiegów planuje go dyskredytować, żeby nie miał poparcia. Naprawdę nie chciałem się śmiać z polskich akcentów, ale tutaj próba powiedzenia "jestem twoja" brzmiało trochę podobnie do tego. Naprawdę wiem, że się starali, ale po prostu nie wytrzymałem i śmiałem się bite kilka minut. Poza takimi smaczkami, jest naprawdę w porządku. Postaci Elizabeth i Philipa zyskały koloru, akcja trochę przeniosła się na psychologiczne podłoże, wszyscy stali się obłudni, odrażający i źli. DOBRZE!

poniedziałek, 11 marca 2013

Serialówka-przegubówka #1 4-10.03

Ruszam z nową inicjatywą (w sumie cały ten blog jest jakiś stary-nowy), a mianowicie serialowa tygodniówka tego, co leci obecnie na antenie. Będzie dzisiaj biednawo, bo w USA panuje teraz krótka przerwa i większość seriali nie będzie jeszcze puszczana przez najbliższy tydzień, dwa. Stąd też lista dzisiaj będzie całkiem krótka.


Californication (e08)
Jezu, dlaczego? Ten serial powoli zaczyna schodzić na psy. Naprawdę myślałem, że mimo wszystko jest coś do uratowania. A teraz mamy tylko piękne buźki i odgrzewane kotlety. Jedyne, co ratuje teraz serial to postaci poboczne. Tim Minchin jako Atticus Fetch odwala chyba najlepszą robotę w sezonie 6. Californication. Jest zabawny, jest wręcz nierealnie stereotypowy, co pięknie zgrzyta w relacjach z Bukowskim / Moody'm. Fajne motywy się skończyły, Manson już był w sezonie, nie mam pojęcia, co Showtime zamierza odegrać, żeby kilka nadchodzących odcinków nie okazało się totalną klapą.



The Walking Dead (e12)
Chyba jeden z najlepszych odcinków trzeciego sezonu, który można potraktować jako swoisty spin-off i oczywisty odpoczynek od konfliktu Rick Grimes vs, Gubernator, który w pewnym momencie zaczął już właściwie męczyć. Fajnie, że przybliżono troche postać Michonne, która w komiksie pełni cholernie ważną rolę. Teraz nie jest tylko mrukliwą, szaloną murzynką z kataną, ale potrafi nawet zajechać żarcikiem dla przełamania atmosfery i próbuje dostać się pod łaskę serialowego protagonisty. Krótki spoiler: warto przypomnieć sobie pierwsze odcinki z 1. sezonu, bo historia zatacza krąg.



The Americans (e06)
Goniłem jak oszalały, by zdążyć z oglądaniem tego serialu na bieżąco. FX uczynił kawał świetnej roboty wrzucając w tak trudnym okresie nowy projekt, który nie dość, że jest dobrze zagrany, to trzyma jeszcze jako taką popularność. Najnowszy epizod chyba był przełomem w sposobie myślenia głównych bohaterów, bo znaleźli się bliżej krawędzi niż kiedykolwiek. Gra pozorów powoli przestaje wystarczać, czuć było oddech zbliżających się kłopotów. Wgniotło w fotel.

The Following (e07)
Po tak nieudanym epizodzie szóstym, w którym scenarzyści wykazali się inwencją twórczą godną kina klasy B, nareszcie mamy powrót do formy. Odcinek trzymał w napięciu, nastąpił kolejny gamechanger, który lekko odświeży formułę wyjętą z początku serialu i zapewne teraz dopiero zacznie się prawdziwa jazda. Pomimo sztywnej gry aktorskiej połowy obsady, przynajmniej sama fabuła wychodzi obronną ręką. Następne osiem odcinków nareszcie będzie warte obejrzenia.



The Big Bang Theory (e18)
Kolejny dowód na to, dlaczego jest to serial, który przekroczył magiczną barierę 20 milionów widzów. Twórcy postanowili powrócić choć częściowo do czasów, kiedy główni bohaterowie nie dość, że nie mieli żon i dziewczyn, to jeszcze nie potrafili na dobrą sprawę rozmawiać z kobietami. Wyszło onieśmielenie, które sprawia, że chcemy się tylko nad nimi litować. Scena w bibliotece genialna. Kogo ja oszukuję? Odcinek genialny.

Może kolejny tydzień nieco zmieni.

sobota, 9 marca 2013

Najlepsze przyśpiewki ever.



Tony Wright, jeden z głównych silników And So I Watch You From Afar odszedł po nagraniu pełnego sukcesów "Gangs"? Co teraz? Kulawy skład zespołu postanowił mimo wszystko pruć dalej jak motorówka w Vice City. Nie miałem możliwości sprawdzenia na żywo grupy jeszcze w oryginalnym kwartecie, ale Niall Kennedy wydawał mi się dobrym muzykiem live. Więc tym bardziej ciekawiło mnie, jak dołączenie nowego członka do ASIWYFA wpłynie na nowe brzmienie.

Zmiany słyszalne są już od samego wejścia - teraz głównie gitary Rory'ego Friersa wybijają się naprzód. Dwoi się on i troi stosując przeróżne triki, żeby omamić słuchacza. Wieczne użycie harmonizerów i octaverów napakowanych delikatnym delay'em rozciągają przestrzeń dźwięku i sprawiają, że jest się wręcz osaczony ilością dźwięków. Oczywiście nie jest to dla nich zabieg nowy, od debiutanckiego selt-titled albumu pitch shiftery nie były im obce ("Set Guitars To Kill" miodzio!). Także tutaj od początku wiadomo, co się święci. "Eunoia" z repetywnym riffem brzmi jak intro do jakiegoś młodzieżowego serialu o grupce superbohaterów, która swoją kontynuację ma w "Big Things Do Remarkable" - ten sam riff, ten sam patent, ale perkusja gra tak, jakby miał się kończyć świat, szczególnie w ostatnich trzydziestu sekundach zapieprza tak, jakby gonili za nią Jeźdzcy Apokalipsy, którzy spóźnili się o ciut więcej niż studencki kwadrans.

Tak właściwie jest z całą płytą, utwory często łączą się ze sobą delikatnymi, pseudo-ambientowymi fragmentami, delay'owymi odłamkami jeszcze walającymi się po zakończonym chaosie, by płynnie przejść do kolejnego hymnu. Taką ciągłość można potraktować jako swoisty konceptualizm, ale po prostu wydaje mi się, że to jeszcze te post-rockowe pozostałości z poprzednich albumów do tworzenia monumentalnych kompozycji, które po prostu teraz podzielone są na mniejsze fragmenty na trackliście (ten sam motyw odnaleźć można chociażby w dwuczęściowej końcówce na albumie "Gangs").

Trzecia płyta - jakaś świeżość musi się przydać. O tę Irlandczycy dbają aż w nadmiarze. Oprócz standardowego instrumentarium słyszymy kawałki, gdzie pojawiają się trąbki, skrzypce, flety, ale także tak abstrakcyjne jak steel pan, melodica czy... wokal! ASIWYFA chyba konkretnie chce się odciąć od image'u post-rockowców, w łatkę których próbowano ich wcisnąć od samego początku działalności. Zawsze to były zaśpiewy godne kibicowskich hymnów. Partie z "Don't Waste Time Doing Things You Hate" czy "7 Billion People all Alive at Once" są do zapamiętania na długo, a na "All Hail Bright Futures" zespół poszedł  o krok dalej. Są to w dalszym ciągu dość proste zaśpiewy: "The sun/the sun/is in our eyes" w "Big Things Do Remarkable", "We know/we know/ that that's not the way" z "The Stay Golden" albo trochę bardziej złożone zwrotki w "Rats on Rock". Z drugiej strony jednak wracają do sylab, spontanicznych krzyków - krzyczą litery słowa "ambulance" w kawałku o tym samym tytule, czy bawią się w samplowanie a capella w "Ka Ba Ta Bo Da Ka". Czuć ciągle w tym tę pierwotną radość, zabawę z formą, ale wyczuwa się powoli kombinowanie zahaczające o muzyczne hochsztaplerstwo, lekki powiew fałszu. Próbę zamaskowania oczywistej straty kogoś, kto rozpoczął ten zespół, napędzał go, dawał energię.

Pomimo momentalnej ociężałości i zbytniego wysiłku na stworzenie math-rockowej bomby, And So I Watch You From Afar wydali kolejną płytę, która rozkręci z pewnością publiczność na koncertach, bo to jest główna siła tego zespołu. Stąd te ciężkie riffy, morderczo prędka perkusja, ale przede wszystkim niesamowita energia, która wybija z głośników szybciej niż mentosy z colą.

Do You Know This TV Show? #1 Utopia

Myślisz, że w telewizji nic się nie dzieje, a twój dysk twardy już zdycha, gdy musisz ściągać kolejny, kiepski epizod How I Met Your Mother? Szukaj alternatyw. Chociażby na innym kontynencie!



Channel 4 to brytyjski kanał, który od lat raczy nas serialami w dużej mierze skierowanymi do młodych, gniewnych dzieciaków, które chcą zobaczyć trochę swojej rzeczywistości. Stąd zapewne olbrzymi pęd do sukcesu Skins'ów (pierwsze dwa sezony 4eva), The Inbetweeners, których przygody po kilku sezonach zakończyły się pełnometrażowym filmem atakującym całą Europę szczeniackim humorem. Amerykanie najwyraźniej cenią sobie takie produkcje, o czym świadczą bardziej udane seriale na licencji ("Shameless"), również takie, które trafiły do wielkiego kosza z chłamem ("Skins US"). Są też takie, które na transfery się nie nadają, taka jest Utopia.

Niby temat wszechkontroli jest teraz modny - w końcu wszędzie widzimy różne slogany, którymi rzucają się gimnazjaliści (ludzie wychodzący na ulice przeciw ACTA, co to było!), ale na dobrą sprawę nikt inteligentny nie zrobiłby aksamitnej rewolucji używając papieru ściernego, więc z pewnością wszystko działoby się w wielkiej niewiedzy. Utopia koncentruje się właśnie wokół tego tematu, tylko scenarzystom zabawa w wielkich konspiratorów wyszła o wiele lepiej niż nieraz nieudolne próby ugryzienia tematu w Stanach (chociażby fatalny "Zero Hour", który słusznie został anulowany po trzech odcinkach).



Fabuła Utopii koncentruje się wokół niewielkiej grupki ludzi interesującej się tajemniczym komiksem "Utopia: Manuskrypt". Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie odkryli drugiej części, którą zainteresowana jest także tajna organizacja znana pod nazwą "Sieć", której macki sięgają właściwie wszędzie. Naprawdę chciałbym powiedzieć więcej, ale jakikolwiek spoiler zepsuje całkowicie to, co nadejdzie później. A dzieje się sporo.

Model sześciu odcinków w zupełności wystarczył do tego, żeby przyciągnąć mnie, a później wywrócić na drugą stronę, bo serial, pomimo tak krótkiego metrażu (chociaż to jest standard brytyjski), naszpikowany jest ciągłymi gamechangerami, które pojawiają się w najmniej oczekiwanym momencie. Fabularnie jest to malutki majstersztyk. Właściwie nie udało się znaleźć jakichś większych mankamentów - historia jest sprawnie napisana, płynnie przechodzi między poszczególnymi wątkami konsekwentnie zbliżając się do wielkiego finału. Dialogi też są całkiem niezłe, czasami odcinki wydawały się mocno przegadane, ale nie zmienia to faktu, że interakcje między głównymi bohaterami od samego początku były wyśmienite.



Aktorsko? Nie narzekam. Producenci chyba znaleźli najbardziej neutralną etnicznie grupę, która gada najdziwniejszymi akcentami, jakie można w UK znaleźć, brakuje chyba tylko Azjaty do pełnej poprawności politycznej. Ale my nie o tym. Nie ma tu bardzo rozpoznawalnych twarzy nie licząc kilku wyjątków -
Nathan Stewart-Jarrett był gwiazdą brytyjskiego serialu "Misfits", Addel Akhtar grał ekstremistę w świetnym "Four Lions", a Alexandra Roach ostatnio zaliczyła mniejszą rolę w "Annie Kareninie". Poza tym, aktorzy w ogóle nieznani lub znani tylko za niektóre role w serialach pokazali się tutaj z jak najlepszej strony. 

Ostatni, bodaj na to, największy plus. Niesamowity montaż i udźwiękowienie sprawiają, że serial ogląda się zupełnie inaczej, niż można się tego spodziewać. Dzięki świetnej post-produkcji i odpowiedniemu nałożeniu filtrów wielkie nasycenie kolorów, przede wszystkim kolor żółty - idealnie kontrastują się z mrokiem historii. Często nietypowe ujęcia z różnych perspektyw, przemieszane ze statycznym obrazem potęgują jeszcze uczucie odosobnienia i zaszczucia. Do tego oprawa muzyczna zasługuje na poklask. Prosta, często nawet prostacka - ale nie mogła pasować lepiej. Dzięki temu historię chłonie się jak gąbkę, a uwaga widza to chyba najważniejsza rzecz, jaką serial powinien dostać.

Jeśli macie kilka godzin zbytku i jarają was takie pokręcone rzeczy - warto obejrzeć. Dobrze napisane dialogi, wartka akcja, ciekawa historia. A jak obejrzycie i szczęka wam opadnie - polecam wejść na oficjalną stronę o serialu, gdzie twórcy zadbali o dodatkowe smaczki odnośnie serialu i tego, jak świat z Utopii może wyglądać już teraz. Więcej dziwnych seriali już niedługo.

niedziela, 3 marca 2013

PHOENIX Z POPIOŁÓW





Jaram się jak mała nastolatka na widok Biebera (swoją drogą, wybrałbym się do Łodzi, gdybym miał dostać bilet, przecież muzycznie ma zastęp producentów i kilka bangerów. poza tym to byłoby jedno z najdziwniejszych wspomnień mojego życia!) z wycieku nowego Phoenix. Wychodzę z jednego, prostego założenia. Chcesz słuchać muzyki, musisz ściągać muzykę. Jasne, są teraz przeglądarki, które nareszcie dotarły do kraju 100 lat za Murzynami (świetne Spotify, ciut irytujący Deezer, WiMP z fajną, krajową bazą), ale i tak nie wszystko jest do znalezienia w tamtych serwisach. Stąd mój brak skrupułów, jak wyskoczył magiczny download na “Bankrupt!”.

Francuzi chyba mają jakąś totalną banię na punkcie swojego grańska, jakby jeszcze nie wyrośli z nowej fali i dalej brną jak Srebrni kalifornijscy surferzy w te same schematy. Zajebiste, co prawda, ale te same. Choć słychać jakieś wstawki chcące pokazać, że przecież to nie jest reminiscencja french popowej estetyki, ciągle to siedzi w tym klimacie. Nie pomogły wschodnie skale w “Entertainment”, nie pomogły liczne wokalizy, eksperymenty z brzmieniem synthów, dalej jest to samo. Nie zmienia to jednak faktu, że dla kilku stylowych fragmentów “Bankrupt!” warto przesłuchać. Troszkę sinusoidalnie, ale na pewno z przytupem, więc warto będzie sprawdzić nowy materiał na festiwalach (może Opener, zanim ZIółkowski prześpi okazję?)

Może to i lepiej, że Brancowitz rozdzielił swe tory od Bangaltera i de Homem-Christo, przynajmniej ci ostatni stworzyli swój zajebisty Daft Punk, a on stworzył zajebisty Phoenix.Jak dla mnie win-win.


Co się dzieje? Wracam?


Uznałem, że za dużo posuchy było w ostatnim czasie. Rzecz jasna, trochę nastukałem tekstów dla Uwolnij Muzykę, trochę zainteresowałem się social media. Nawet miałem konto na tumblrze!
Ale nie ma to jak stary, zajebisty dobry blogging bez zbyt dużej ilości wkładek i innych syfów.
Będę starał się trzymać krótko, bez zbędnego rozwodzenia się nad wszystkim. To zostawiam portalom, które mogą sobie na to pozwolić.
Będę szukał, opisywał, pluł i gryzł, chwalił i wielbił. I chyba nie skończę tylko na muzyce.

Wasz Wybawca
J.

NA WEJŚCIE CHURCHES. A GDZIE DZWONY KOŚCIELNE?