Pokazywanie postów oznaczonych etykietą them crooked vultures. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą them crooked vultures. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 sierpnia 2010

Them Crooked Vultures - Them Crooked Vultures


Supergrupa to na obecnym rynku dość negatywne określenie. Wielu artystów bawi się w różne konfiguracje, ewolucje, które mają polegać mniej więcej na tym, aby pokazać nowe, oryginalne brzmienie konkretnych członków różnych zespołów. W wielu przypadkach zagranie niedobre, bo na ogół takie rzeczy się nie sprawdzają. Może i są wyjątki (np. Audioslave, The Sound of Animals Fighting), ale unikam tego typu grup.
Ale strach trzeba zwyciężyć, więc sięgnąłem po album grupy Them Crooked Vultures, w której to mamy same tuzy – Dave Grohl (Foo Fighters, Nirvana), Josh Homme (Eagles Of Death Metal, Kyuss, Queens of the Stone Age), John Paul Jones (Led Zeppelin) oraz Alain Johannes (brał udział w wielu projektach, jak The Desert Sessions czy QOTSA). Zapuszczamy, zapuszczamy...
i się specjalnie nie zdziwiłem. 

Trzech członków zespołu miało styczność z Queens of the Stone Age, co słychać, nawet bardzo. Niektóre kawałki, jak „Mind Eraser, No Chaser” czy „Reptiles” z powodzeniem mogłyby się znaleźć na kolejnym albumie Queens’ów. Albo na jakimś starszym, brzmią tak samo (ale tak jest ze stoner rockiem). Do tego głos Homme’a. Kolesia uwielbiam, ale przez to, że śpiewa we wszystkich projektach swoich, to mam wrażenie, że ciągle słucham jednego zespołu. Podobną sprawę mam z panem Jack’iem White i jego kilkoma tak samo brzmiącymi projektami. Pewnie zwolennicy obu panów zaraz podniosą wrzawę i powiedzą „ej, zaraz, w tej sekundzie gitara jest inaczej ustawiona, a taki bas nie występuje w takim, a takim zespole…bla,bla,bla. Zawczasu mówię. Chodzi mi o ogólny odbiór. A w przypadku Them Crooked Vultures odbieram to jako prawie-nowe-QOTSA.

Prawie, bo jest kilka fragmentów, które wyróżniają ten album od rzeczy, które robi pan Homme zazwyczaj. Jako przykład wystarczy podać rodzimie brzmiący kawałek „Warsaw, Or The First Breath You Take After You Give Up”, który z rasowym blues-rockowym zacięciem powoduje rozkręcenie dobrego tańca, szczególnie w połowie, gdy wszystko konsekwentnie zaczyna przyspieszać, przyspieszać, przyspieszać, by wejść w ciekawie brzmiące rejony. I nareszcie tutaj gitara nie brzmi, jak wszędzie, gdzie pojawia się Josh Homme, tylko jest jakaś fajna innowacja. Innym przykładem jest „Gunman” z lekko industrialnym soundem, co też jest jakąś ciekawą zmianą, bo cały album (niestety) jest robiony na podobną modłę. Jest głośno, syto, mocno, ale co z tego? Niewiele tu zmian, a pan Homme ma za duży wpływ na ten album, przez co za dużo tu stoner rocka, za mało wyobraźni innych twórców w tym zespole.

Reasumując, płyta jest dobra, rockowa, z pazurem i wtórna. Wtórna, bo Them Crooked Vultures winno być czymś innym niż Queens Of The Stone Age, a nie do końca tak jest. Ale trudno, to debiut. Może po nagraniu nowego albumu QOTSA Homme’owi się znudzi ten styl i zacznie się bawić w jakichś innych rejonach. Mało innowacyjnie, ale miło do posłuchania. Przesłuchajcie, jak macie jak.

P.S. Chyba połowy tekstu nie skumałem, jak go przeczytałem. Ale nic nie zmieniam, bo to szło z serca, ludzie. PiS.