Nominacje do nagród Grammy, w tym za najlepszy album, do tego pochlebne opinie krytyków z całego świata – tym może pochwalić się powstała w Montrealu grupa zwana Arcade Fire. Trzeci album zatytułowany „The Suburbs” jest na pewno jednym z najważniejszych wydawnictw zeszłego roku. Traf chciał, że trafiłem do niego po całym hype’ie i z czystym umysłem mogłem kontemplować, co też Kanadyjczycy wyskrobali.
Mnie osobiście przedmieścia kojarzą się z takim wolniejszym trybem życia. Miastowy hałas zostawiamy za sobą, jedziemy swoim nowym bmw do swojego piętrowego domku z pięknym oszklonym gankiem. Takie to troszkę przerysowane i kiczowate, ale wina leży po stronie amerykańskich filmów, które często skręcają rzeczywistość. Z płytą Arcade Fire mam dość podobne odczucia. Niby to wszystko tak piękne i cukierkowe, że aż nieprawdziwe. Nie jest to jednak w żaden sposób zarzut. Stwierdzam tylko fakt, że „The Suburbs” jest albumem słodkim i dopieszczonym. Bogatym, jak zamożni mogą być mieszkańcy przedmieść. Jest płytą dość dystyngowaną, ubraną w szerokie spektrum instrumentów, za którymi kryją się tak naprawdę proste melodie, które jednak zawoalowane w bogate dodatki w postaci skrzypiec, akordeonów i innych muzycznych ekwipunków. W końcu siedem osób w zespole plus prawie drugie tyle występujące z grupą na żywo pozwala na tak szerokie kombinacje z brzmieniem. Co do samych utworów nie mam zbyt wiele do zarzucenia. Zgrabnie łączą się w jedną, logiczną całość. Brzmią, jak wyjątkowo dopracowane i doszlifowane perełki. Na szczególną uwagę zasługuje singlowe „Ready To Start” pokazujące nieco więcej niż lekki zapęd zespołu do barokowego grania. Świetna melodia łączy się z przejmującym tekstem Wina Butlera, dochodzą do tego takie ciekawe elementy, jak dwie perkusje grające jednocześnie, garść elektronicznych przejść, ściana gitar. Mimo to nie jest to agresywne, jest po prostu mocne.
Arcade Fire nagrał świetnego następcę „Neon Bible”, to fakt. Płyta jest różnorodna, eklektyczna w ramach swojego stylu, bardzo dobrze zaaranżowana. Właściwie jest to album, który wiele zespołów chciałoby mieć w swojej kolekcji, bo świetnie obrazuje drogę rozwoju zespołu. Pokazuje on, że idąc konsekwentnie swoją drogą, szlifując swoją wizję przekazu można stworzyć coś naprawdę porządnego. Jest to rzecz, którą trzeba słuchać w absolutnym skupieniu, by w pełni rozmarzyć się nad tym, jakby to było lenić się w niedzielny poranek na słonecznym przedmieściu.